Impresariat

Viviane Hagner i Danjulo Ishizaka – 14 kwietnia

Hamlet rozpoczął czwartkowy koncert w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Poemat symfoniczny Franciszka Liszta okazał się dobrą wizytówką drezdeńskiej orkiestry, w której ciekawym brzmieniu dominuje ciemna barwa smyczków opartych na solidnej podstawie kontrabasów. Dźwięk zespołu zyskuje przez to pewną namacalną wręcz substancjalność, dobrze współgrającą z niewesołą, romantyczną interpretacją Szekspirowskiego bohatera. Zmagania samotnika ze światem kończą się przecież – zgodnie zresztą z anegdotą dramatu – owym skróconym mottem: not to be.
Przeciwwagą dla Hamleta stał się Koncert podwójny Johannesa Brahmsa, który napisał dzieło pogodne, żywe i radosne mimo mollowej tonacji głównej. Wszystkie troski i niepokoje zostają przezwyciężone. Był to przecież utwór przeprosinowy, napisany na zgodę ze skrzypkiem Józefem Joachimem.
Rządy na estradzie objęli Viviane Hagner i Danjulo Ishizaka. Skrzypaczka chwalona jest przez krytykę za siłę artystycznego przekazu oraz przemyślane interpretacje. W czwartkowy wieczór potwierdziła swoje walory, ukazując piękno dźwięku, zachwycając precyzją gry i czarującą giętkością frazy. Wiolonczelista dzielnie jej sekundował, wykonując swoją partię nieskazitelnie technicznie, pięknym, melancholijnym dźwiękiem. Mimo technicznych fajerwerków, blasku i młodzieńczej werwy finału, dzieło Brahmsa należy do niełatwych w odbiorze. Wykonanie zostało jednak docenione przez festiwalową publiczność.
Po przerwie przyszła kolej na ulubiony utwór orkiestr i słuchaczy, IX SymfonięAntonína Dvořáka. Dzieło pomyślane zostało jako utwór dydaktyczny, wzór traktowania materiału ludowego dla młodych kompozytorów amerykańskich. Dvořák nie cytuje żadnej melodii indiańskiej, komponuje własne w ich duchu, obficie korzystając ze skal pentatonicznych. Podobny w tym jest do Chopina, który w mazurkach swoich, czego dowiodły staranne badania, nie cytuje żadnej melodii ludowej, a przecież ujmuje istotę rzeczy w sposób nieprześcigniony.
Symfonia „Z Nowego Świata” ujmuje zatem prostotą środków, przejrzystą instrumentacją i wyrazistą rytmiką. Stanowi katalog środków kompozytorskiego opracowania prostego materiału wyjściowego nie przestając być dziełem sztuki najwyższej miary. A w dodatku – co temat, to przebój.
John Axelrod swoją interpretację oparł na podkreślaniu kolejnych orkiestrowych efektów, instrumentacyjnych majstersztyków. Niestety, orkiestrze zabrakło precyzji w akordach, zarówno w drzewie jak i w blasze. Chociaż intonacja była w granicach normy, to aspekt rytmiczny i barwowy pozostawiały niedosyt.
Mimo tych mankamentów, IX Symfonia okazała się triumfem wykonawców, o czym zaświadczyć może owacja na stojąco.
Krzysztof Komarnicki
polskieradio.pl

powrót do listy recenzji

VI Festiwal kompozycji romantycznych

Następny