Impresariat

Polskie Requiem, 31 marca, godz. 19.30

Udzielając wywiadów przed premierą Pasji w reżyserii Grzegorza Jarzyny, Krzysztof Penderecki podkreślał, że choć komponowanie dzieła sakralnego – zwłaszcza o takich rozmiarach – nie było tym, czego socjalistyczne państwo oczekiwało po swoich artystach w latach 60. ubiegłego wieku, to jednak utwór ten nie jest afiszem propagandowym.
Zupełnie inaczej jest w przypadku późniejszego o mniej więcej dwie dekady Polskiego Requiem – poszczególne fragmenty poświecone są pamięci jednostek i zbiorowości, pamięci wydarzeń heroicznych i tragicznych: Powstaniu Warszawskiemu, Katyniowi, Ofiarom Grudnia ’70, św. Maksymilianowi Kolbe, kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Karolowi Wojtyle. Chronologicznie pierwsza Lacrimosa powstała w trakcie karnawału „Solidarności” na uroczystość odsłonięcia pomnika Ofiar Grudnia ’70 w Gdańsku, dalsze części pisane były przede wszystkim do roku 1984, gdy po stanie wojennym nastroje społeczne znów opadły. Kolejne części Polskiego Requiem powstawały więc ku pokrzepieniu serc. A zatem – deklaracja polityczna. Manifest. Afisz.
Czy zatem utwór ma walor li-tylko dokumentalny? Przeciwnie. Jeżeli jest to afisz, to w takim znaczeniu, w jakim afiszem była III Symfonia Beethovena. A rozwijając dalej metaforę – zauważmy, że w Polsce szkoła plakatu trwa już w kolejnym pokoleniu twórców i plakat rodzimy jest z założenia dziełem sztuki.
Dedykacje, którymi kompozytor opatruje poszczególne części pisanego przez ćwierć wieku utworu (ostateczna redakcja pochodzi z roku 2005), osadzają dzieło w rodzimej historii, podobnie jak wprowadzenie do utworu suplikacji Święty Boże stanowi zakorzenienie warstwy muzycznej w polskiej tradycji muzycznej. Jak zauważa Regina Chłopicka, utwór stanowi „świadectwo głęboko osobistego stosunku Krzysztofa Pendereckiego do losów ojczyzny”. Jednocześnie użycie tekstu liturgicznego o wielowiekowej tradycji opracowań muzycznych nadaje całości wymiar uniwersalny i ponadczasowy.
Poruszające wykonanie w sobotni wieczór oddało sprawiedliwość tej monumentalnej kompozycji. Chór Mieszany Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie przejmująco utrzymywał napięcie w partiach a capella i doskonale brzmiał w partiach symfonicznych. Godne to podkreślenia, bo właśnie na chórze spoczywa – poprzez ekspresję tekstu – największa odpowiedzialność za obraz całości. Wielka w tym była zasługa Teresy Majki-Pacanek, która krakowski Chór przygotowała.
Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach pod batutą Jacka Kaspszyka wypadła równie znakomicie. Szczególnie podkreślić należy sola – obojowe i klarnetowe – mające ogromne znaczenie dla budowania nastroju kompozycji. Kulminacje budowane były w sposób przemyślany, na niezwykle długich płaszczyznach, i wytrzymywane ze znakomitym wyczucie, czasu. Po tej klasy wykonawcach i kapelmistrzu nie śmielibyśmy zresztą oczekiwać niczego innego.
Wreszcie trzeba wymienić wyrównany kwartet solistów. Byli to: Izabela Matuła – sopran, AgnieszkA Rehlis – mezzosopran, Rafał Bartmiński – tenor i Robert Jezierski – bas. Nie chcielibyśmy tu nikogo wyróżniać, nie możemy jednak nie zauważyć, że Agnieszka Rehlis zdobyła sobie pozycję czołowej interpretatorki dzieł Krzysztofa Pendereckiego, godnej następczyni Jadwigi Gadulanki.

Krzysztof Komarnicki
polskieradio.pl

powrót do listy recenzji

VI Festiwal kompozycji romantycznych

Następny